Na Cyrlę

Przebieg trasy:
Nowy Sącz - Barcice - Rytro - Sucha Struga - Zamczysko - Cyrla - Wilcze Doły (786 m.n.p.m.) - Nad Garbem (781 m.n.p.m.) - Żeleźnikowa - Nowy Sącz

 


Na Cyrlę rowerem

 

Opis trasy:

Wstajemy po solidnym wyspaniu się w niedziele o godzinie 9.00. Z pełnym zapałem zbieramy się do wyjazdu na kolejną wycieczkę rowerową. Nie omieszkam wspomnieć, że są to pierwsze dni w miarę ładnej pogody. Wycieczka na Cyrlę... super. Śniadanie, poranne czynności kosmetyczne zakończone, czas wyruszyć z domu, chwila dokąd zmierza ten tłum ludzi, a kościół przecież to niedziela. Pierwsze problemy związane z wydostaniem się z centrum, tłumy ludzi i aut.

Wybór jest prosty jedziemy w kierunku ulicy Węgierskiej ale szlakiem czerwonym rowerowym przy wale na Dunajcu. Pomysł taty i pierwsze kałuże po ostatnich okropnych deszczach, mama ląduje w błocie po kostki, chwila konsternacji - wracamy. Nic z tych rzeczy jedziemy dalej ale już po wale trasa jest po prostu sucha :-). Z wału dalej szlakiem czerwonym, wreszcie dojeżdżamy na węgierską (droga krajowa nr 87). Tam już spoko bo asfalcikiem do samego Rytra.


w drodze z Rytra na Cyrlę

 

No prawie, w Barcicach trafiamy na odpust i tubylców niezbyt przyjaznych rowerzystom. W sklepiku kupujemy Redbula, super okazja, cena 1.99, wchodzę do sklepiku a pani z miłym uśmiechem nalicza mi 3 złote i wyjaśnia, że promocja tyczy się Redbula ciepłego ten z lodówki jest o złotówkę droższy - nieźle :-). Po kojącym orzeźwieniu zimnym napojem, omijamy odpust zjeżdżając na czerwony szlak rowerowy po drugiej stronie Popradu. Wreszcie spokój, świetna droga na której spotkaliśmy może z dwa auta, zamienia się powoli w drogę bitą. Wiemy już, że nie dojedziemy tym szlakiem pod sam zamek w Rytrze, tak jak pokazuje mapa , część tego szlaku podczas powodzi porwał Poprad. Więc tuż przed Rytrem skręcamy w prawo na most i wjeżdżamy z powrotem na główna drogę prowadząca do Rytra. W tej wspaniałej miejscowości turystycznej skręcamy z powrotem przejeżdżając most na Popradzie jadąc w kierunku Suchej Strugi. Nie chciałabym zapomnieć opisać "cudownego" podjazdu, gdzie auta i ich kierowcy wykazali się dużą cierpliwością jadąc 4km/h za nasza małą grupką rowerzystów dzielnie wjeżdżających pod górę.

Dojazd do pierwszej ławki, spowodował bezpieczne odłożenie rowerów i zbawienny odpoczynek z naładowaniem "akumulatorów" naszych organizmów. Siedzimy wypluci, starając się złapać kolejny oddech, a tu jak fatamorgana podjeżdża auto, z którego wysiada nasz kolega Paweł i wyciąga rower. Zaplanował sobie tą sama wycieczkę tylko przecież można tu podjechać autem (cóż łatwiejsza forma dojazdu ograniczająca jednak możliwości powrotu :-)). Po miłym przywitaniu on wypoczęty wyrusza w stronę schroniska na Cyrli a my zaczynamy podnosić nasze rowery z ziemi.


Cyrla - schronisko

 

Ruszamy dalej pod górę, staram się ignorować małą dziewczynkę jeżdżąca na małym rowerku w te i z powrotem. Moja frustracja sięga zenitu wjeżdżam w mamy koło zapominam odpiąć się z SPD i zaliczam glebę na oczach właśnie tej małej dziewczynki... porażka, nie wiem co bardziej boli duma czy tyłek. Mając w głowie bardzo nieprzyzwoite myśli, ruszam dalej... oczywiście pod górę. Humor poprawia mi dopiero tekst pewnego pana, który tłumaczy jakiemuś chłopczykowi, że aby wjechać tutaj na rowerze trzeba mieć bardzo silne nogi i wytrzymałość, jak ta dziewczynka pokazując palcem na mnie. Od razu jedzie mi się ciut lepiej, choć za każdym razem gdy tłumaczę sobie, że nie jest źle jeszcze trochę i dojadę, widzę turystów podjeżdżających autami i cieszących się z wypadu w góry. Już dość myślałam, że ten podjazd był ostatni a tu kolejny i to wcale nie mniejszy, złość, frustracja, prowadzę rower. Mijająca nas pani uśmiecha się przyjaźnie do mnie i widząc moją minie mówi tylko: "kochanie nie martw się, już jesteś prawie na miejscu, schronisko jest za chwilę", a w mojej głowie tylko jedna myśl "ciekawe jak długa ta chwila".

Ale jest! Zjeżdżam z górki i widzę schronisko... i tłumy turystów, kocioł jak w galerii na wyprzedaży - czy my tu odpoczniemy? Chwila zawahania siadamy przy ławce, dobrze, że znajomy zajął bo trzeba by było siedzieć na ziemi. Dobra tata mówi zjemy obiad i na zielony szlak, do Sącza. Nie przewidział jednego, w kolejce po obiad staliśmy prawie godzinę :-).


powrót zielonym szlakiem przez Ogórkową i Kulpowską Polanę

 

Pozytyw, naprawdę dobre jadło i rozsądne ceny, może w środku tygodnia jest tu spokojniej. Nagle do schroniska przyjeżdża dwóch bikerów, wyglądających jak by przejechali przez bagno, ciekawe gdzie oni się tak załatwili... na odpowiedź nie musiałam długo czekać. Wyjeżdżamy ze schroniska szlakiem czerwonym kierując się na rozwidlenie szlaków czerwony, niebieski, zielony, oczywiście pod górę. Pierwszy wjazd w las pierwsze błotka ale nie jest tak źle, da się je wyminąć. Górka robi się coraz bardziej stroma, błotka coraz częściej nie do wyminięcia. "Genialny" pomysł mamy lekko zboczyć ze szlaku tam gdzie nie ma takiego błota i nie trzeba się tak intensywnie wspinać. Wszystko fajnie lądujemy na jakiejś polance, no nic teraz trzeba się wspiąć na szczyt i zobaczyć czy jest tam szlak czerwony jak przewidziała. Na szczęście jest tylko w która stronę teraz do rozwidlenia szlaków. Po przejechaniu parę razy kilkudziesięciu metrów tam i z powrotem znajdujemy rozwidlenie. Zielony szlak odbija w prawo i niespodzianka idzie on w dół :-). Większa niespodzianka, wiemy skąd przyjechali ubłoceni rowerzyści na Cyrlę. Tutaj jest tylko błoto, więc trzeba się z nim oswoić. W końcu okazuje się, że cały zielony szlak biegnący przez las jest tylko błotkiem z kamieniami i strumyczkami płynącymi pomiędzy kamieniami- nieźle, świetna zabawa. Jednak mama chyba ma już w głowie pranie powstałe podczas tej wycieczki, gdyż mina z minuty na minutę jej rzednie. Na szczęście tata ją rozśmiesza tłumacząc, że w Spa za taką kąpiel błotną się płaci duże pieniądze. Korzystamy wiec z rozkoszy błota, zjazdu i lasu. Nie uwierzycie na naszym szlaku po wyjeździe z lasu znaleźliśmy się na asfalcie. Euforia była tak wielka, iż nie zwróciliśmy uwagi na ludzi korzystających z uroków pierwszej od dłuższego czasu ładnej niedzieli, a odwracających się i gestykulujących w naszą stronę. Dopiero mijając małą grupkę osób i słysząc słowa "ale upie...leni" zorientowałam się o co chodzi. Dalsza droga nie zmieniła wiele ani w tym jak wyglądaliśmy, ani w tym jak nas odbierano. Zielony szlak, którym cały czas jechaliśmy, połączył się z czarnym szlakiem rowerowym, kierując nas na Żeleźnikową. Stamtąd przez Łazy Biegonickie oraz lasek (ale już bez błota) w kierunku kościółka św. Rocha, wyjechaliśmy na Węgierską. Przed samym domem, postanowiliśmy zjechać na myjkę i umyć nasze rowery.

Dzień się kończy, wycieczka również, było super, były podjazdy, zjazdy i błoto czego więcej może chcieć rowerzysta :-).


Wilcze Doły

 

Pobierz trasę wycieczki w formie śladu GPS:
dla Kamap i Google Map format *.kml
dla innych format *.gpx

 


Trasa rowerowa 1237972 - powered by Bikemap 

 

Najedź myszką na wykres wysokości terenu (profil trasy) i przesuwaj wskaźnik od lewej strony wykresu do prawej a zobaczysz, w którym punkcie podróży będzie z górki a w którym pod górkę.

niech moc będzie z wami:-) Laura