Skok w bok od Pienińskiej Promenady - w Słowackie Pieniny na rowerze

Przebieg trasy:
Nowy Sącz - Szczawnica - Droga Pienińska (czerwony szlak) - Czerwony Klasztor - Sedlo Cerla (610 m.n.p.m.) - Barsztyg (675 m.n.p.m) - Sedlo Targov - Lesnica - Wylizana - Szczawnica - Nowy Sącz

 


Skok w bok od Pienińskiej Promenady - w Słowackie Pieniny na rowerze

 

Opis trasy:

Od kilku dni zbieraliśmy się do przetestowania pewnego gadżetu, jakim jest samochodowy bagażnik na rowery. No to pełen spontan, rowery na dach i heja w kierunku Szczawnicy! Patrzył ktoś na pogodę? Ledwo przestało lać! Jedziemy - kilka kilometrów przed Krościenkiem czarno (ze wszystkich stron), błyska się i grzmi a po chwili ściana wody i gradu zalewa całe auto. No nie ma szans, wracamy. Tym razem się nie udało. Lało cały czas a później przez całą noc. Nazajutrz patrzymy przez okno, leje, 8.00 leje, 9.00 leje, 10.00 leje, ooo! 10.00 NIE leje : -), więc rowery na dach i do "dwóch razy sztuka", i znów kierunek Szczawnica! Pogoda ok, 20 stopni, pochmurno, ledwo co przestało lać, tak więc jest dobrze - "turystów" w Pieninach nie będzie! Dzień na krótki wypad wydawał się wprost idealny.


z Czerwonego Klasztoru na Sedlo Cerla - niebieskim i czerwonym szlakiem

 

Do Szczawnicy dojechaliśmy bez żadnych komplikacji. Do Szczawnicy... bo po przekroczeniu tej magicznej bariery wszystko zaczęło się gmatwać. Najpierw skroili nas na parkingu (przy wypożyczalni rowerów) na 20 zeta za dzień lub jak kto woli 3 zeta za godzinę. Ok, przełykamy to dzielnie, nic nam nie ma prawa zepsuć tego dnia. Ściągamy z dachu rowery i kierujemy się na powszechnie rozsławioną Drogę Pienińską. I co? Kolejne zaskoczenie! (i minus) Mimo, że nie jest to dzień z piękną słoneczną pogodą, mimo, że od wczoraj do dzisiejszego dopołudnia lało i mimo tego, że jest to środek tygodnia, napotykamy na "Pienińskiej Promenadzie" tłumy turystów. Jacyś tacy dziwni, jakby czymś zamroczeni - Panie z wózkami stoją na środku ścieżki i ostro dyskutują, tarasując drogę zarówno rowerzystom i pieszym, ludzie z wypożyczonymi rowerami, do których przymocowane są foteliki dla dzieci ciągną jeszcze za sobą dwukołowe przyczepki i posuwają się w żółwim tempie, w dodatku bez jakiejkolwiek koordynacji tego wielośladowego zaprzęgu. Zarówno piesi jak i "niedzielni rowerzyści" jeżdżą po całej szerokości ścieżki nie zachowując żadnych zasad ruchu, ani pieszego, ani rowerowego, w ogóle nie stosując się do niczego - po prostu masakra. Rowery z przyczepkami zostawione na środku drogi zatarasowały możliwość wszelkiego ruchu, bo "turyści" akurat robili zdjęcia a biedne dzieci pozostawione w przyczepkach patrzyły co się dzieje przez zaparowane, foliowe "szybki". Biedne te dzieci - za chwilę peleton "damek" i "holendrów" oraz kombinacja tych wcześniej wymienionych w wersji TIR (czyli z zaprzęgiem + piesek na kilkumetrowym sznurku), ustawieni jak do finiszu w wielkiej gonitwie nagle staja jak na komendę! O co chodzi? A... lekkie pochylenie ścieżki i wszyscy pchają! Tylko czemu całą szerokością? Jedziemy dalej i dalej, przez kłębiący się tłum kosmitów, skutecznie odwracających naszą uwagę od (jak by nie patrzeć) urokliwego przełomu Dunajca, którego wody, po ostatnich deszczach, kolorem przypominały cappuccino.


Sedlo Cerla - Słowacja - widok na Tatry

 

Docieramy do Czerwonego Klasztoru, (który ku mojemu zdziwieniu wcale nie był czerwony! No dobra, dachówka była (kiedyś) czerwona, ale jakoś już pod wpływem czasu spłowiała). Obok ścieżki znajduje się zadaszenie "Złotego Bażanta". Słowacka jadłodajnia z lanym piwem dla starszych i napojami dla młodszych. Bardzo miła i przyjazna obsługa, a i ceny tańsze niż "pod parasolkami na sądeckim rynku". Jako, że mamy dużo czasu,a ten odcinek dał nam się porządnie we znaki, zostajemy tu na (dłuższą) chwilę (no wiecie, NesTea dla mnie i "lane kuropatwy" dla rodziców :-)). Jak to mówią, komu w "D" temu w "C", ruszamy w dalszą drogę, przy okazji robiąc rundkę wokół Czerwonego Klasztoru. Dobra dość tego cyrku, uciekamy w las kierujemy się czerwono - niebieskim szlakiem pieszym, którym mamy zamiar dotrzeć do przełęczy Cerla. Droga powoli pnie się do góry, zaczynamy odpoczywać, cisza i spokój. Po chwili nasz szlak ciągnie się bardzo zoraną przez zwózkę drewna, stromą ścieżką ku górze, ale my obieramy lepiej utrzymaną leśną drogę odbijającą w prawo od szlaku, lecz niebawem łączącą się z naszym szlakiem tuż przed przełęczą Cerla. Nie zapominajmy, że nie dawno przestało padać a leśna ścieżka nie idzie po asfalcie i jest mocno rozmiękczona, wypluwam płuca i podążam dalej, koła mielą błoto, które osadza się na naszych twarzach. Docieramy na Cerlę, niebieski szlak, (którym się kierujemy) biegnie dalej na kolejną przełęcz - Targov a czerwony odbija w prawo na Plasną.


widok na Polskie Pieniny - Trzy Korony

 

Na przełęczy spotykamy parę turystów ze Słowacji, którzy zachęcają nas do kilkudziesięciometrowego podjazdu do góry "czerwonym", aby podziwiać wspaniałe widoki na 3-korony i Tatry. Koniec oglądania, zjeżdżamy z punktu widokowego i obieramy niebieski szlak. Droga jest w miarę płaska, ale jak wiadomo, płaska, a łatwa, to 2 różne rzeczy. Łatwa nie była, gdyż po wczorajszych deszczach podłoże wsysało gdzieniegdzie nasze rowery aż po ośki. Trzeba było naprawdę bardzo walczyć, aby rower się mógł poruszać do przodu. Myślę, że gdyby było sucho, trasa byłaby bardzo łatwa i przystępna dla mniej wytrwałych rowerzystów. Jest git, po pewnym czasie, przestajemy przejmować się błotem i umorusani od stóp do głów cieszymy się praktycznie wszystkim co nas spotyka: widokami, błotkiem i śpiewem ptaków :-). Po przejechaniu kilku kilometrów wyglądamy jak Shrek wychodzący ze swojego bagna. I tak szczęśliwi sobie jedziemy, aż do czasu, gdy błoto zostaje zastąpione przez szuter. Trzeba też wspomnieć, że na trasie spotkaliśmy może ze 4 osoby, było naprawdę fajnie. Tuż przed przełęczą rozciąga się piękna łąka i widok na Trzy Korony.


Polianka - Słowackie Pieniny

 

Zjedliśmy, co nieco, wypiliśmy - czas jechać. Po chwili zdobywamy Sedlo Targov. Teraz wedle mapy, gdzieś tu powinno być naturalne źródełko czystej wody mineralnej, nie udało nam się go odnaleźć, ale też nie skupialiśmy się za bardzo na poszukiwaniach. Teraz czeka nas zjazd do Lesnicy, wąwozem, którego podłoże stanowi wapienna skała. Momentami jest trochę stromo, ale przyczepność jest ok, więc zjazd jest fajny. Mama jadąc w dół, cały czas tłumaczy sobie na głos, że ogranicza ją tylko psychika i trzeba walczyć ze swoimi słabościami, no cóż najważniejsze, że zjechała. Po chwili rozwidlenie szlaków, mało brakowało, a z rozpędu pojechalibyśmy "zielonym" do Haligovc'ów, dobrze, że tata popatrzył na mapie gdzie znajdują się te Haligovce :-). Jedziemy więc w lewo (trzymając się niebieskiego szlaku) i dalej przed siebie w kierunku zabudowań i lądujemy w Lesnicy. Jadąc wąskimi uliczkami asfaltowymi dojeżdżamy do kolejnych zgrupowań turystów, co daje nam do zrozumienia, że powoli zbliżamy się z powrotem do okolic Drogi Pienińskiej. Mijamy "Chatę Pieniny" i ścianę wapienną o śliskiej nazwie "Wylizana" by po chwili wylądować znów na Pienińskiej Promenadzie. Nic się na niej nie zmieniło od 2 godzin, no może jest jeszcze więcej turystów. Będąc już na to przygotowani szczęśliwie pokonujemy króciutki odcinek tego deptaka i wjeżdżamy do Szczawnicy.


Targov 665 m. n.p.m.- widok na Przełom Dunajca

 

Muszę przyznać, że lubię, gdy jadę cała w błocie, a wszyscy napotkani patrzą się na mnie szeroko otwartymi oczyma i "luźną" szczeną :-) i pewnie po głowie im chodzi jedna myśl "gdzie oni do diabła byli". Wycieczka króciutka, w "porze suchej" łatwa i przyjemna do pokonania, odcinek "Pienińskiego Parku Rozrywki" rekompensują późniejsze widoki i święty spokój.



Pobierz trasę wycieczki w formie śladu GPS:
dla Google Map i Kamap format *.kml
dla Garmin format *.gpx

 


Trasa rowerowa 1712011 - powered by Bikemap 

 

Najedź myszką na wykres wysokości terenu (profil trasy) i przesuwaj wskaźnik od lewej strony wykresu do prawej a zobaczysz, w którym punkcie podróży będzie z górki a w którym pod górkę.



niech moc będzie z wami:-) Laura

Przewodnik rowerowy

Przewodnik rowerowy - Beskid Sądecki i Sądecczyzna na Rowerze

Beskid Sądecki i Sądecczyzna na rowe-
rze to propozycja książkowa naszego    autorstwa skierowana do wszystkich    miłośników kolarstwa górskiego.

Rowerem po górach - facebook